ZAPOMNIANA KLASA (artykuł z Magazynu Żeglarzy i Motorowodniaków"Rejs")
autor: Andrzej Napierkowski
Hornet jest klasą bardzo ciekawą, konstrukcyjnie i żeglarsko. Nie wiadomo zatem, dlaczego stał się nie tylko w Polsce, ale także w krajach o większych tradycjach regatowych, łódką zapomnianą.
Najtrudniejszym i najważniejszym elementem jest umiejętność wprowadzenia go w ślizg. Jeżeli nie zgra się właściwie balastu z pracą sterem w odpowiednim momencie, jacht mówi: NIE! Ważne jest, by odpadając nabrać prędkości, a następnie, w odpowiednim - tym jednym, jedynym momencie - wyostrzyć. Sztuka bardzo trudna i wymagająca setek godzin treningu.
W stosunku do dzisiejszych standardów Hornet był łódką dość ciężką. Niemniej jednak w tamtych czasach trudno było znaleźć jednostkę relatywnie lżejszą. Słonka, Pirat, Hetka, Betka czy nawet Finn były znacznie cięższe. Poszycie klepkowe, słomkowe lub diagonalne, niosły za sobą duży ciężar łódki. A Hornet jest skośnodenką sklejkową. Dwie osoby mogły ją bez trudu wyjąć z wody i przenieść.
Maszt
Początkowo był drewniany. Silą rzeczy ograniczenia dotyczące ustawienia i dynamiki pracy były dość duże. Tomasz Holc był jednym z pierwszych w Polsce, któremu udało się wyposażyć Horneta w maszt aluminiowy. Maszt odebrano w Anglii, u producenta. Już wówczas, w wytwórni, trzeba było dokonać pomiaru want oraz wykonać w odpowiednich miejscach zaciski. Pojawiła się też nowość - stalówka powlekana folią, ściśle przywierającą do wanty w każdym punkcie. Niestety, podczas mistrzostw świata stalówka wyrwała się z zacisku, maszt runął na pokład i szanse na medal zostały pogrzebane.
Regulacja pochylenia masztu była bardzo prymitywna, ale szybka i skuteczna. Prowadnica i dwie zawleczki załatwiały wszystko.
Kolejną, i bardzo istotną regulacją masztu, jest jego ugięcie na poziomie pokładu. Początkowo były to drewniane kliny, później próbowano innych rozwiązań w rodzaju różnych przekładni i wind, jednak żadne z nich nie sprawdziło się w praktyce.
Regulacje
Obsługa poszczególnych elementów jest dość prosta.
Prowadzenie grota na Hornecie nie wymaga żadnych szczególnych przełożeń - wystarczy normalna talia złożona z dwóch bloczków i ew. kabestanu. Problemem czasów Horneta był brak knag zaciskowych. Stąd wziął się wspomniany kabestan. Dopiero po latach pojawił się dolny bloczek talii, opatrzony knagą zaciskową.
Z czasem oddano wszystkie regulacje w ręce sternika. Obciągacz bomu, cunningham, lik dolny grota, obciągacz spinakerbomu - wszystko było w zasięgu ręki. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w latach sześćdziesiątych, realizacja takich rozwiązań wymagała ogromnej inwencji żeglarzy. Nie były bowiem dostępne małe bloczki, które dziś umożliwiają poprowadzenie każdej linki w dowolnym kierunku; stosowano prowadnice? rozciągnięte na całą szerokość kokpitu.
Miecz
Miecz jest osadzony na stale - bez możliwości przesuwania go w osi podłużnej jachtu. Dopuszczalna jest jedynie tradycyjna praca pletwą - góradól. Maksymalne wyciągnięcie pletwy - nawet podczas żeglugi ślizgowej kursem pełnym - to dwie trzecie jego długości, w przeciwnym razie jacht zaczyna "wozić". Miecz Horneta jest stosunkowo gruby i dość długi, co wiąże się z koniecznością zastosowania szerokiej skrzynki mieczowej.
Deska balastowa
Jest to element charakterystyczny dla klasy Hornet. Umieszczoną na rolkach deskę wysuwa się na stronę nawietrzną i siedzący lub leżący na niej załogant - korzystając z tak stworzonego ramienia - ma szansę skutecznego wybalastowania jachtu, nawet przy bardzo silnym wietrze. Co można zarzucić desce? Wyobraźmy sobie, co się dzieje w tłumie jachtów walczących przed startem lub o pierwszeństwo na znaku kursowym. Deska bezwolnie przeskakiwała z jednej strony jachtu na drugą. Nigdy nie było wiadomo, w którym momencie kawał drewna wyskoczy z sąsiedniego kadłuba i jakie szkody może wyrządzić.
Druga wada, to brak możliwości przemieszczenia balastu (załoganta wraz z deską) w osi podłużnej jachtu. Sternik tylko w niewielkim zakresie mógł regulować zrównoważenie łódki ciężarem własnym. Najpopularniejsze były deski hebanowe. Materiał zapewniał bowiem bardzo dużą wytrzymałość i, co najważniejsze, twardość. Późniejsze deski plastikowe były bardziej odporne na warunki zewnętrzne i łatwiejsze w utrzymaniu, jednak walorami nie były w stanie dorównać poprzedniczkom. Ostatecznie, światowa czołówka na zawsze pozostała przy drewnie - dopóki po latach kolejnych prób z różnymi rodzajami desek załoganci Horneta nie otrzymali prezentu w postaci trapezu.
Zagle
Grot
W opinii fachowców Hornetowi przydałoby się powiększenie ożaglowania o ok. 2 m2 - przede wszystkim na grocie. Przy powiększonej powierzchni ożaglowania łódka stałaby się pozornie lżejsza, a więc szybsza przy zwrotach i, przede wszystkim, podczas wchodzenia w ślizg.
Fok
Tomasz Holc podejmował próby zainstalowania zwijacza foka (na dzisiejsze - rollera). Pomysł okazał się niewypałem. Ponieważ fok jest zainstalowany w najbardziej wysuniętej do przodu części dziobu, umocowanie w tym miejscu zwijacza - zwłaszcza pod pokładem - przysparzało więcej kłopotów niż korzyści. Linki się plątały, tworzyły się węzły itd. Nieco później pozwolono na używanie genui, która sięgała kipy foka, a nawet dalej - aż za wantę. Wcześniej jednak fok był stosunkowo mały, więc roller nie był elementem niezbędnym.
Trzeba podkreślić, że podobnie jak w przypadku innych klas - choćby FD - faktyczną rolę sztagu spełniał fał foka. Rzeczywisty sztag stanowił jedynie element asekuracyjny. Dzięki takiemu rozwiązaniu, za pomocą zmian miejsca zaczepienia rogu halsowego żagla, także można było - w niewielkim stopniu - regulować zrównoważenie jachtu.
Spinaker
Początkowo spinaker był żaglem niesprawnym aerodynamicznie. O ile podstawowe żagle pracowały, spinaker rozciągał się w każdą stronę; więcej energii wiatru szło w wyciągnięcie "balonu" niż w napęd jachtu. Jeżeli jednak komuś udało się zdobyć spinaker wykonany z tkaniny podobnej do tej, z której się je szyje obecnie, mógł docenić walory szybkiej żeglugi w półwietrze, a nawet na pełniejszych ostrych. W klasie Hornet, spinaker był zawsze przechowywany w worku w kokpicie. W myśl przepisów, róg halsowy foka (oraz sztag) mocowany jest zbyt blisko dziobu, by wbudować tam jeszcze otwór służący dla obsługi dodatkowego żagla.
Takielunek
Przepisy klasowe Horneta dopuszczały dowolne rozwiązania dotyczące ustawienia salingów, co ma ogromny wpływ na ugięcie masztu - a silą rzeczy na pracę żagli. Początkowo salingi były wykonywane z drewna, później wkroczyły lekkie, wytrzmale stopy.
Refowanie
Dziś zjawisko w przypadku małych łódek regatowych nie istniejące; w czasach "hornetowych" - na porządku dziennym. Żeby można było szybko zarefować grota, stosowało się tzw. refringi. Refring to metalowa, dość luźna obręcz, obejmująca bom z ewentualnie nawiniętym nań żaglem, do której można przymocować szoty grota. Można było więc dobrać powierzchnię grota stosownie do siły wiatru, możliwości załogi itd.
|